Paweł
Wędkuję od kołyski. Swoje pierwsze krótkie, nocne zasiadki zaliczyłem już jako 10-latek. Pierwsze wędki dostałem od sąsiada – starszego wędkarza z ogromnym doświadczeniem. To on zaszczepił we mnie szacunek do wody, ryb i ciszy nad brzegiem.
W wieku 12–13 lat zacząłem na poważnie jeździć rowerem na dzikie i hodowlane stawy w poszukiwaniu karpi. Wtedy zaczęła się prawdziwa zajawka. Jednak moja świadoma, dojrzała przygoda z karpiarstwem rozpoczęła się około 20 roku życia. Od tamtej pory to już nie hobby – to styl życia.
Najbliższe są mi wody zaporowe, dzikie akweny i przede wszystkim wody PZW. Komercja nigdy mnie nie kręciła. Szukam ciszy, przestrzeni i natury, która otacza mnie podczas zasiadek. Nie interesują mnie zawody, presja i tłumy nad wodą. Najlepiej czuję się sam – tylko ja, wędki i dzika przyroda.
Uwielbiam długie zasiadki. Trzy tygodnie nad wodą? To nie wyzwanie – to przyjemność. Kocham wywózkę na dalekie dystanse, szukanie struktur, budowanie pola nęcenia i cierpliwe czekanie na efekt. To właśnie ten proces najbardziej mnie rajcuje.
Jeśli chodzi o wyniki – karpi powyżej 20 kg miałem już naprawdę wiele.
Moje aktualne PB to:
- Karp – 24,300 kg
- Amur – 16,100 kg
Ale dla mnie wędkarstwo to coś więcej niż liczby. To spokój, pokora i ciągła nauka. Każda zasiadka to nowa historia i nowe doświadczenie.
Bo karpiarstwo to nie sport.
To droga.
Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą.